Uczelnia cały czas nie daje o sobie zapomnieć, chociaż z drugiej strony nie pamiętam tak łagodnego podejścia wykładowców. Może z definicji tych na piątym roku się już raczej głaszcze po głowie niż męczy? A może po prostu mamy dużo szczęścia? W każdym razie nie mnie to oceniać. Tym razem trochę dłuższa kulinarna notka, a to za sprawą, że objadłam się dziś i mój mózg nie ma ochoty siadać do niczego związanego ze szkołą. Zajęłabym się filcowaniem, ale łatwiej mi siedzieć przed komputerem i pisać niż machać rączkami i kulać wełnę – jeszcze bym się spociła:P Mam wizję dotyczącą mojego przyszłego naszyjnika z kulek filcowanych na mokro, ale dopóki 9. semestr na uczelni się nie skończy, raczej się za niego na poważnie nie zabiorę.

Dzisiejsze obiadowe menu było następujące:

ZUPA: żurek po Asiowemu,

DRUGIE DANIE: naleśniki ze szpinakiem po Asiowemu zapiekane z żółtym serem,

DESER: budyniowe ciacho… i tu niespodzianka – nie po Asiowemu, ale już mam pomysły na modyfikacje.

Ogromnym plusem tego jedzonka jest fakt, że jest dość proste i nie kosztuje bardzo wiele. Nie będzie zdjęć (głodomory już tak mają, że szybko pochłaniają i nic nie zostawiają na talerzu :D ), ale za to podzielę się przepisami i moimi uwagami.

ŻUREK

Zacznijmy od zupki:) Kiedy mam mało czasu, to żurek gotuję z reguły na kostkach rosołowych. Tym razem użyłam tych nowszych w formie galaretki („mniej soli i tłuszczu” – nie jestem pewna, czy to dobrze czy źle, ale akurat takie miałam i żadne inne, więc wybór był dla mnie jasny), przy czym zawsze daję mniej kostek niż to wynika z zaleceń na opakowaniu – wydaje mi się, że są one zbyt intensywne i za bardzo chcą moją zupę zdominować. Zaraz po kostkach wrzucam do garnka kiełbasę. Uważam, że na kiełbasie lepiej nie oszczędzać – lepiej dać mniejszy kawałek pysznej „śmierdziuchy” (bardzo intensywnej w zapachu kiełbasy) niż pół kilograma byle czego. Różnica jest dla mnie kolosalna. Moi rodzice kupili świnię przed świętami i zawieźli do rzeźnika, więc miałam w zamrażarce dwa kawałki fantastycznej kiełbasy – wystarczył jeden, aby nadać bulionowi bardzo sympatyczny posmak. Mamy więc bulion i kiełbasę. Do tego dorzucamy pokrojone ziemniaki i marchewkę i gotujemy, dopóki ziemniaki nie będą miękkie. Nie wolno w żadnym razie dodawać bulionu za wcześnie, bo ziemniaki mogą pozostać twarde. Niecierpliwych przywiązać do krzesła ;) Gdy ziemniaki są już ugotowane, to znak, że można dodać zakwas (lepiej pamiętać o dokładnym wymieszaniu zawartości butelki) oraz odrobinę ziół, kilka minut pogotować i koniec . Tadaaam! Zupa gotowa:) Nie dodaję cebuli do żurku ani nie zabielam dodatkowo mąką. Generalnie uważam, że cebula i czosnek to świetne twory natury, ale mój żołądek nie przepada, kiedy w zbyt dużej ilości spotykają się one w nim, dlatego ograniczyłam się do 3 ząbków czosnku w drugim daniu.

Podsumujmy! Składniki (na spory garnek):

- kostki rosołowe bądź drobiowy bulion,

- kiełbasa,

- 5-6 ziemniaków,

- 2 średnie marchewki,

- zakwas na żurek,

- odrobina majeranku lub ziół prowansalskich,

- jajka.

Koszt sporego garnka zupy szacuję na poniżej 10 zł (w sumie najwięcej zależy od ceny kiełbasy). Jeszcze jedna uwaga – zachęcam do gotowania jajek na bieżąco. Nie lubię, gdy jajka długo są w zupie – np. całą dobę. Najsmaczniejsze są ugotowane przed podaniem zupy. Poza tym łatwiej jest rozdzielać równą ilość jajek każdemu :)

NALEŚNIKI ZE SZPINAKIEM

Nie będę nikogo pouczać, jak ma robić naleśniki. Jedyne co chciałabym zasugerować, to smażenie na słoninie – kawałek słoniny wbijamy na widelca i delikatnie smarujemy po patelni. Pozostawia to cienką warstwę tłuszczu pozwalającą na smażenie, a jednocześnie naleśniki nie są tłuste. To, na czym moim zdaniem trzeba się skupić, to przygotowanie szpinaku. Najlepszy jest liściasty – niestety trzeba 1-2 zł dopłacić, ale naprawdę warto. Wkładamy szpinak na patelnię (szpinak liściasty jest najczęściej w formie „brykietu”) i gdy zacznie się topić, dodajemy śmietanę. Preferuję śmietanę 12% słodką. Ile tej śmietany? Na jedno opakowanie szpinaku (ok. 400-450 g) zużywam 150-200 ml. Potem dodaję vegetę czy cokolwiek vegeto-podobnego. Na samym końcu, gdy już szpinak jest prawie gotowy wyciskam 2-3 ząbki czosnku, dokładnie mieszam i po maksymalnie 5 minutach ściągam z kuchenki. Jeśli ktoś ma ochotę na dodatkowy składnik, to jest właściwy moment na dodanie startego żółtego sera (najbardziej mi odpowiada zwykły sprawdzony żółty ser). Szpinak jest gorący i ser ładnie się łączy z nim w całość.

Przygotowany szpinak wkładamy do naleśników i posypujemy startym serem – zapiekamy 10-15 minut w piekarniku w temp. 180 st.

Składniki:

- naleśniki według Twojego ulubionego przepisu:),

- opakowanie mrożonego szpinaku liściastego,

- śmietana 12% słodka,

- płaska łyżeczka vegety,

- 2-3 ząbki czosnku,

- ser.

Koszt naleśników (dla 3 osób) to ok. 6 – 10 zł.

Opowieść o cieście zostawiam na potem. Mam nadzieję, że moje przepisy wydadzą się komuś przydatne. Wszystkim nieustraszonym kucharzom życzę smaczego!