Uczelnia cały czas nie daje o sobie zapomnieć, chociaż z drugiej strony nie pamiętam tak łagodnego podejścia wykładowców. Może z definicji tych na piątym roku się już raczej głaszcze po głowie niż męczy? A może po prostu mamy dużo szczęścia? W każdym razie nie mnie to oceniać. Tym razem trochę dłuższa kulinarna notka, a to za sprawą, że objadłam się dziś i mój mózg nie ma ochoty siadać do niczego związanego ze szkołą. Zajęłabym się filcowaniem, ale łatwiej mi siedzieć przed komputerem i pisać niż machać rączkami i kulać wełnę – jeszcze bym się spociła:P Mam wizję dotyczącą mojego przyszłego naszyjnika z kulek filcowanych na mokro, ale dopóki 9. semestr na uczelni się nie skończy, raczej się za niego na poważnie nie zabiorę.

Dzisiejsze obiadowe menu było następujące:

ZUPA: żurek po Asiowemu,

DRUGIE DANIE: naleśniki ze szpinakiem po Asiowemu zapiekane z żółtym serem,

DESER: budyniowe ciacho… i tu niespodzianka – nie po Asiowemu, ale już mam pomysły na modyfikacje.

Ogromnym plusem tego jedzonka jest fakt, że jest dość proste i nie kosztuje bardzo wiele. Nie będzie zdjęć (głodomory już tak mają, że szybko pochłaniają i nic nie zostawiają na talerzu :D ), ale za to podzielę się przepisami i moimi uwagami.

Przeczytaj cały wpis »